| |
Czyżbym się zmieniła?
Weronika nie idź teraz myć naczyń. Przecież mieliśmy poświęcić sobie czas i porozmawiać. O Matko, no nie da za wygraną. Przecież nie będę się z nim sprzeczać, ani upierać. Posłusznie usiadłam obok niego. Jejku, a właściwie dlaczego ja jestem taka posłuszna? Przecież to ani trochę nie jest w moim stylu. Zawsze się muszę kłócić i prowadzić wojny. No rany, przecież prawda jest taka, że na dłuższą metę nikt nie może ze mną wytrzymać. Bo moje musi być na wierzchu i koniec kropka. Więc dlaczego teraz słucham Marcina. On chyba też to zauważył, bo się uśmiechnął. Weronika po raz pierwszy się ze mną nie kłóci. Nawet jak była tylko i aż moją pracownicą, to toczyła ze mną wieczne wojny. Marcina to wyraźnie rozbawiło. A mnie zaniepokoiło, ja nie będę uległa. O nie ma nawet takiej opcji. Na szczęście Marcin dodał- nie no, żartuję. Kiedy wiesz, że jest jakaś poważna sprawa do obgadania, to nigdy nie robiłaś problemów. Czule mnie objął, a ja wiedziałam, że choćbym robiła problemy nie z tej planety, to Marcin będzie. I choćbym nie wiem, jakiego miała pecha, to się mną zaopiekuje.
 
© www.pierwsza-pomoc.biz elektrownie wiatrowe | kosze świąteczne | lampy ogrodowe